Presidents Duda and Trump meeting
Źródło: Krzysztof Sitkowski / KPRP

Mam dość nietypowe hobby — interesuję się systemami politycznymi. W ostatnich dniach coraz częściej słyszymy o niezwykle burzliwej kampanii prezydenckiej odbywającej się za oceanem. Najpierw przez zamach na 45. Prezydenta USA, Donalda Trumpa, a później przez rezygnację 46. Prezydenta USA, Joego Bidena, ze starań o reelekcję. Chociaż, mimo tych wydarzeń, ta kampania u nas, w kraju nad Wisłą, od dłuższego czasu interesuje coraz więcej osób, nawet tych nieobcujących na co dzień z amerykańską polityką, a to przez sytuację za naszą wschodnią granicą i to, jak duży ma na nią wpływ lokator Białego Domu.

Pewnego dnia, kiedy w mojej głowie przeplatały się wątki polskiej i amerykańskiej polityki, zadałem sobie pytanie — na które w tym tekście postaram się odpowiedzieć — co, gdyby Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wybierano tą samą metodą co Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki?

Jak wybieramy Prezydenta w Polsce?

Na początku odpowiedzmy sobie na z pozoru oczywiste, ale jednak ważne w celu zrozumienia różnicy, pytanie — na jakich zasadach działają wybory prezydenckie w Polsce? Odpowiedź jest — w porównaniu do skomplikowanego systemu zza Atlantyku — bardzo prosta. Art. 127 ust. 1 Konstytucji RP mówi: «Prezydent Rzeczypospolitej jest wybierany przez Naród w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym». Oznacza to w skrócie, że każdy obywatel uprawniony do głosowania wybiera jednego z kandydatów, a ten, który otrzyma najwięcej głosów, zwycięża. Dodatkowo, jeśli żaden z ubiegających się o urząd nie otrzyma ponad połowy głosów, odbywa się druga tura, w której biorą udział dwaj kandydaci z największą liczbą głosów.

Jak wybiera się Prezydenta w USA?

Tutaj sprawa jest z goła inna. Sposób wyboru Prezydenta opisany jest w Konstytucji. Zgodnie z nim Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki wybiera Kolegium Elektorów. Jest to grupa — na obecną chwilę — 538 elektorów, którzy reprezentują poszczególne stany wchodzące w skład Unii i od 1961 r. również Dystrykt Kolumbii. Kandydatów na elektorów, czyli swoich delegatów, proponują partie, których kandydaci startują w prezydenckim wyścigu. Delegaci stają się elektorami po głosowaniu powszechnym, kiedy wiadomo, ilu elektorów przysługuje danej partii. Następnie elektorzy głosują. Co do zasady, robią to zgodnie z wolą wyborców, których reprezentują. Okazjonalnie zdarzają się sytuacje, kiedy elektor głosuje inaczej niż w sposób, do jakiego został zobowiązany, ale jest to bardzo rzadka praktyka m.in. przez to, że w wielu stanach takie zachowanie jest po prostu niezgodne z prawem i taka osoba musi potem liczyć się z konsekwencjami. Następnie po podliczeniu głosów elektorów na poziomie stanu, kandydat, który ma większość, zdobywa wszystkie głosy przysługujące danemu stanowi, który wygrał. Ten proces zostanie przedstawiony na przykładzie w późniejszej części tekstu.

Liczba elektorów przysługująca poszczególnym stanom jest z góry ustalona i teoretycznie odpowiada liczbie ich ludności. Jest to jednak złudne założenie, które sprawia, że głos mieszkańca mniej ludnego stanu ma większą moc. Dla przykładu:

Electoral College representation map
Źródło: The Washington Post

W Kalifornii, w której mieszka około 39 mln ludzi i która ma 55 elektorów, na jednego elektora przypada 712 tys. mieszkańców. Za to w Wyoming, w którym mieszka około 580 tys. ludzi i które ma 3 elektorów, na jednego elektora przypada już tylko 195 tys. mieszkańców. Jest to oczywista dysproporcja, jednakże w tym tekście nie zamierzam oceniać tego systemu, a przełożyć go na polskie realia, więc wróćmy do objaśniania, jak on działa.

Aby wygrać wyścig o prezydenturę, kandydat musi uzyskać 270 głosów elektorów. W przypadku gdy żaden z ubiegających się o urząd nie uzyska wymaganej liczby głosów elektorów lub gdy będzie remis — 269 do 269 głosów — decyduje Kongres: Izba Reprezentantów wybiera Prezydenta, a Senat Wiceprezydenta.

Najciekawiej robi się jednak, kiedy przejdziemy do tego, jak przyznawane są głosy z poszczególnych stanów, bo to ten detal formuje od setek lat to, jak działa amerykańska polityka. Najprościej będzie to wytłumaczyć na praktycznym przykładzie:

Mapa wyników wyborów prezydenckich w USA w 2020 roku
Źródło: Wikipedia

Powyższa tabelka prezentuje wyniki wyborów prezydenckich w USA 2020 w Kalifornii, która dysponuje 55 elektorami. Demokraci uzyskali 63,48% głosów, a Republikanie 34,32%. Nie oznacza to jednak, że kandydaci dzielą się proporcjonalnie kalifornijskimi elektorami. W tej grze wygrany bierze wszystko.

Na tej zasadzie działa to w Dystrykcie Kolumbii oraz we wszystkich stanach oprócz Maine i Nebraski, gdzie niektóre ze swoich głosów stany te przyznają systemem dystryktowym.

Jak głosowanie amerykańskim system zmieniłoby polskie wybory?

Na początku powiedzmy o założeniach jakie przyjąłem. Naturalnym odpowiednikiem stanów w Polsce są województwa. Każdemu z województw przyporządkowałem liczbę elektorów w zależności od jego populacji. Przyjąłem, że 100 000 mieszkańców będzie przekładało się na jednego elektora. Liczbę ludności aktualizowałem na podstawie źródeł, do których udało mi się dotrzeć. Nie są one w pełni aktualne względem roku wyborczego. Konkretnie wygląda to tak:

  • przy wyborach z 1990 i 1995 r. używany jest Rocznik statystyczny województw 1998
  • przy wyborach z 2000, 2005 i 2010 r. używany jest dokument Powierzchnia i ludność w przekroju terytorialnym - 2010 r.
  • przy wyborach z 2015 r. używany jest dokument Powierzchnia i ludność w przekroju terytorialnym w 2015 r.
  • przy wyborach z 2020 r. używany jest Rocznik Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej 2022

Zapewniam jednak, że potencjalne zmiany liczby ludności nie wpłynęłyby decydująco na żaden z finalnych wyników.

Uwzględniłem również podział administracyjny Polski z lat 1975-1998, który obowiązywał podczas wyborów w 1990 i 1995 roku.

Wybory prezydenckie w Polsce w 1990 roku

Mapa wyników wyborów prezydenckich 1990

Wybory prezydenckie w Polsce w 1995 roku

Mapa wyników wyborów prezydenckich 1995

Wybory prezydenckie w Polsce w 2000 roku

Mapa wyników wyborów prezydenckich 2000

Wybory prezydenckie w Polsce w 2005 roku

Mapa wyników wyborów prezydenckich 2005

Wybory prezydenckie w Polsce w 2010 roku

Mapa wyników wyborów prezydenckich 2010

Wybory prezydenckie w Polsce w 2015 roku

Mapa wyników wyborów prezydenckich 2015

Wybory prezydenckie w Polsce w 2020 roku

Mapa wyników wyborów prezydenckich 2020

Podsumowanie

Na podstawie powyższych danych można dojść do kilku wniosków:

  • tylko raz w historii głosy elektorskie otrzymałoby więcej niż 2 kandydatów. Stałoby się tak w ramach pierwszych wolnych wyborów na Prezydenta odbywających się w roku 1990 za sprawą wygranej Tadeusza Mazowieckiego w ówczesnym Województwie szczecińskim,
  • aż dwa razy wszystkie dostępne głosy elektorów otrzymałby jeden kandydat. Stałoby się tak w II turze wyborów z roku 1990, kiedy to wszystkie głosy elektorskie otrzymałby Lech Wałęsa i 10 lat później w I turze wyborów z 2000 roku kiedy to wszystkie głosy elektorskie przypadłyby Aleksandrowi Kwaśniewskiemu,
  • w 2015 roku Andrzej Duda mimo zdobycia większości głosów w wyborach powszechnych, dwukrotnie — zarówno w I jak i w II turze — przegrałby w głosach elektorskich z Bronisławem Komorowskim,
  • w 2020 roku Andrzej Duda wygrałby I turę wyborów, zapewne dzięki startowi Szymona Hołowni, jednakże w II turze to Rafał Trzaskowski zdobyłby zwycięstwo.

Dodatkowo, możemy zauważyć kilka ciekawostek:

  • scenariusz, w którym trzeba by było wygrać jak najmniejszą liczbę województw, aby zdobyć prezydenturę zakładałby zdobycie głosów z woj. mazowieckiego (55), woj. śląskiego (43), woj. wielkopolskiego (35), woj. małopolskiego (34) i woj. dolnośląskiego (29). W takim wariancie kandydat wygrywający jedynie 5 z 16 województw otrzymałby 196 głosów elektorów. Kandydat przeciwny wygrywając wszystkie pozostałe 11 województw zdobyłby jedynie 177 głosów,
Podsumowanie wyborów prezydenckich w Polsce
  • województwem, które statystycznie najczęściej zmieniało barwy partyjne było mazowieckie. Ponadto, zdarzyło się również województwu kujawsko-pomorskiemu i świętokrzyskiemu. Można było nazwać je polskimi swing states.

Czy system wybierania głowy państwa za pośrednictwem Kolegium Elektorów to lepszy sposób od wyłaniania jej w powszechnym i bezpośrednim głosowaniu? Nie mi to oceniać, jednakże jedno można obiektywnie stwierdzić - Polska przestrzeń polityczna wyglądałaby całkiem inaczej po 2015 roku. Ponadto doświadczalibyśmy całkiem innych kampanii wyborczych opartych na walce o najbardziej wahające się województwa.

Źródła: